odszkodowanie-zlamanieJak podaje Gazeta Wyborcza przy wycenianiu szkód mamy teraz „wolną amerykankę”: ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania, kancelarie je zawyżają, a coraz więcej spraw ma swój finał w sądzie. 
Potwierdzeniem może być sprawa 25-letniej rowerzystki, która została potrącona przez samochód. Zgłosiła się do szpitala dzień po wypadku. Hospitalizacja trwała cztery dni, lekarze wykonali rezonans magnetyczny głowy. U dziewczyny nie stwierdzono żadnych zmian pourazowych, jedynie stłuczenie głowy bez utraty przytomności, uraz łokcia i biodra.

W trakcie trzymiesięcznego leczenia ambulatoryjnego dwa razy była u ortopedy i raz u neurologa. Ubezpieczyciel przyznał 1 tys. zł zadośćuczynienia za ból i cierpienie. Dziewczyna skorzystała z usług kancelarii odszkodowawczej, która skierowała sprawę do sądu. W wyroku kwota zadośćuczynienia wzrosła do 5 tys. zł.

Z danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że świadczenia przyznawane przez towarzystwa ubezpieczeniowe są nawet czterokrotnie zaniżone w porównaniu z kwotami, jakie przyznają sądy. To wina niejasnych wytycznych w sprawie wysokości odszkodowań. Poszkodowani nie wiedzą, ile mogą się domagać. Ubezpieczyciele płacą tyle, ile uważają za stosowne. Na zaniżaniu odszkodowań zarabiają, bo i tak większość poszkodowanych nie zdecyduje się na skierowanie sprawy do sądu.

Dlatego Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Ubezpieczeniowej stworzyły HBT Index (Human Body Trauma Index), czyli system, który pomaga w wyliczeniu zadośćuczynienia. Głównym celem projektu jest ograniczenie liczby spraw sądowych.

- Teraz jest duża dowolność w miarkowaniu wysokości zadośćuczynień. Obecnie można mówić o trzech światach: kancelarii odszkodowawczych, które działając w imieniu poszkodowanego, dążą do maksymalizacji kwoty, ubezpieczycieli, którzy niekiedy nie doszacowują wysokości zadośćuczynienia w stosunku do ciężkości obrażeń, i sądów, które w wielu wyrokach zajmują stanowisko pośrednie – mówi „Wyborczej” Waldemar Truszkiewicz, prezes zarządu HBT Polska.

Jak Indeks działa w praktyce?

Na przykładzie opisanej 25-letniej rowerzystki Indeks HBT określił 7,04 pkt. Wartość jednego punktu w Indeksie ustalono na poziomie 625 zł, czyli  poszkodowana powinna otrzymać ok. 4,4 tys. zł zadośćuczynienia. Zatem Indeks jest „kompromisem” pomiędzy wycenami ubezpieczycieli, kancelarii odszkodowawczych i sądów.
Inny przykład? Samochód zjechał na przeciwległy pas ruchu i uderzył w seata toledo, w którym jechał 46-letni pasażer. Z miejsca wypadku zabrała go karetka. W szpitalu stwierdzono u niego złamanie kości piszczelowej, uszkodzenie więzadeł, częściowe uszkodzenie nerwu strzałkowego.

Ubezpieczyciel wypłacił 8 tys. zł. Pełnomocnik poszkodowanego wystąpił o 76 tys. zł. Sąd I instancji zasądził dodatkowo 32 tys. zł zadośćuczynienia, a sąd II instancji – dodatkowo 20 tys. zł. W systemie HBT poszkodowany uzyskał 88,5 pkt. Czyli zgodnie z Indeksem poszkodowany powinien dostać 55,3 tys. zł, tzn. nieco mniej niż 60 tys. zł, które przyznał mu sąd.

Czy takie rozwiązanie przyjmie się w Polsce? – Prowadzimy rozmowy z większością ubezpieczycieli na rynku polskim, a swoje zainteresowanie projektem wyraziły nawet firmy spoza naszego kraju. Na tym etapie projektu testujemy obecnie rozwiązanie we współpracy z kilkoma towarzystwami ubezpieczeniowymi – mówią „Wyborczej” twórcy projektu. Dziś spotykają się również ze środowiskiem sędziowskim i z kancelariami odszkodowawczymi.

źródło: Gazeta Wyborcza