Ofiara makabrycznego wypadku, którą na pasach potrącił rozpędzony samochód, czeka na odszkodowanie. Link4 nie wypłacił pieniędzy, bo… nie potrafi ustalić, czy poszkodowany jest ofiarą
Jeszcze niedawno Juliusz studiował na Wydziale Geografii UŁ i pracował – był kelnerem w popularnej łódzkiej restauracji. Był dumny z niezależności.

Wyprowadził się od mamy i zaczął życie na własny rachunek. Przynajmniej do końca roku o studiach, pracy i niezależności może zapomnieć. Od paru tygodni leży w swoim dawnym pokoju, a do toalety jeździ wózkiem inwalidzkim.

Połamane nogi, miednica, stłuczone nerki, wątroba…

3 listopada 2012 na przejściu dla pieszych potrącił go samochód - Tego wieczoru imprezowałem ze znajomymi. Nawet dość mocno – przyznaje Juliusz. – Szliśmy do kolegi. Trzeba było przedostać się przez al. Kościuszki przy Zamenhofa. Przeszedłem przez pierwszy pas do torowiska. Nim wszedłem na jezdnię, przed pasami zatrzymała się taksówka. Ruszyłem. A we mnie wjechał rozpędzony dostawczak, który przed zebrą próbował wyminąć taksówkę.

Juliusz wylądował w szpitalu z wieloodłamowymi złamaniami obu nóg, złamaną miednicą, stłuczonymi nerkami, krwiakiem pęcherza, stłuczeniem wątroby i wstrząśnieniem mózgu. Po operacji z wielkimi metalowymi śrubami w piszczelach wrócił do mamy, która mieszkanie zamieniła w szpital. Zorganizowała specjalne łóżko z materacem przeciwodleżynowym i wyciągiem, wózek inwalidzki i masę innych medycznych akcesoriów. – Najgorsze były kaczki – wzdycha Juliusz. – Ale i tak lepsze niż pampersy.

Kilka razy w tygodniu do chłopaka przychodzą rehabilitant i psycholog. Tylko że to wszystko kosztuje. Dlatego w połowie listopada Juliusz poprosił znajomą prawniczkę o pomoc. Magdalena Czekała, która pracuje w znanej łódzkiej kancelarii prawnej, pomogła mu zebrać potrzebne papiery, napisała wniosek o wypłatę odszkodowania i wysłała go do Link4, bo w tej firmie był ubezpieczony kierowca, który potrącił pieszego.

Link4: Nie mamy dokumentów. Policja: przecież wysłaliśmy

- Sprawa wydawała się oczywista. Wiadomo, kto jest poszkodowany, gdzie jest ubezpieczony kierowca, który go potrącił – mówi Czekała. – W takiej sytuacji towarzystwo ubezpieczeniowe ma obowiązek w ciągu 30 dni ustalić, czy jego klient ponosi odpowiedzialność za wypadek i wypłacić odszkodowanie.

Tymczasem Link4 po miesiącu z okładem (20 grudnia) napisał Juliuszowi, że nie może wypłacić odszkodowania, bo nie dostał dokumentów potwierdzających odpowiedzialność towarzystwa za zdarzenie i że – mimo próśb – komenda miejska policji nie przysłała niezbędnych dokumentów.

Jeszcze w piątek Marek Baran, rzecznik Link4, twierdził, że jego firma nie może się od policji doprosić dokumentów potrzebnych do załatwienia sprawy.

Aspirant Marzanna Boratyńska z wydziału ruchu drogowego KMP w Łodzi: – 30 listopada towarzystwo ubezpieczeniowe poprosiło nas o notatkę z miejsca zdarzenia. 10 grudnia wysłaliśmy ją faksem. Mamy potwierdzenie, że wiadomość została doręczona. A zatem mają informacje o przebiegu wypadku.

Baran w mailu do redakcji pisze: „Sprawa cały czas jest analizowana. Poszkodowany otrzymał informację, że by przyjąć odpowiedzialność, musimy uzyskać jakiekolwiek dokumenty potwierdzające okoliczności zdarzenia. W tej chwili takie dokumenty nie zostały dostarczone”.

Biura Rzecznika Ubezpieczonych: To wygląda, jak gra na zwłokę

źródło: Gazeta Wyborcza

więcej na: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,13193830,Link4_kontra_polamany_Julek__Ofiara_bez_odszkodowania.html#ixzz2HyxqD4Al